wtorek, 2 czerwca 2015

Muffiny goryczy

Anna: Irytuje mnie, że mamy milion rzeczy na głowie, dorzuca się nam problemów, a do tego olewa."Dorośli" czyli rodzice myślą że jedyny kłopocik, jaki mamy to kawa czy herbata, oraz uważają nasze bolączki za "co ty wiesz o problemach".

Paula: Zauważ, że nasze problemy stają się problemami dorosłych, bo same jesteśmy już - nomen omen, sorry – DOROSŁE, więc to jest ich problem, że tego nie zauważają.

A: Mimo wszystko uważają, że nie wiemy, co to problemy, bo jakież możemy mieć. My, DZIECI. I to ciągle jest tak: „oj, czym ty się martwisz”. No, jakoś się martwię.

P: Aczkolwiek moi to już nie są tacy i oni już wiedzą, że jednak się martwię i mam coś do powiedzenia.

A: Jak nie napiszę magisterki to nie będzie pracy, nie będzie pracy to nie będzie pieniędzy, nie będzie pieniędzy - będzie most… I jeszcze ta presja.

P: Masz być kimś, i zrobić coś koniecznie, bo wszyscy tak robią.

A: I ten odwieczny problem posiadania dziecka, nieważne, że facet jest ledwie ćwierćinteligentny, ale matka znajdzie w nim zaletę. Liczy się to, bym tylko miała faceta. I jeszcze teraz Alicja mi mówi że ciąża, przecież jak matce powiem to umrę, no koniec życia. Przecież jak to, jak już Alicja, to ja też muszę. A nawet jak nie powiem, to przecież i tak w końcu sama powie, albo z brzuchem przyjdzie. No nie da się nie mówić o tym do końca świata. Misiek ma jeszcze gorzej, bo to on facet, to niech się oświadcza, czemu się nie oświadcza, niech zakłada rodzinę, bo matki-ciotki-babcie chcą.

P: Wiem, że moi by chcieli. I co z tego. Ja też bym może chciała, ale chcenie a manie to dwie różne rzeczy. Jeśli nawet nie będzie to ktoś z marzeń, to niech to przynajmniej będzie ktoś ciekawy, a nie flaki z olejem... pierwszy lepszy chłopek roztropek... meh!

A: Przecież szlag człowieka może… I jeszcze ci babcia powie, że za ich czasów nie patrzyli się na pieniądze. Ta no gratsy. I pod most.

P: To były inne czasy. Wtedy tak można było sobie bambić, bo to była jedna z najlepszych opcji dostępnych W OGÓLE. Nie było wiele więcej ciekawego do roboty. Kobieta osiągnęła pewien wiek, jak nie miała naprawdę świetnego zajęcia, no to... co innego?

A: Kiedyś nie mieć męża - to tylko zakon. Ale teraz single sobie żyją na normalnych prawach, i teoretycznie nikt nie gnębi… Mnie gnębi mama, „żeby chłopaka”, o dziecku nie mówi ostatnio, ale w święta ciotka jęczała z babcią. Ale i tak presja, że facet, "patrz jak baby walczą o swoje". Ale ja walczę o swoje, tylko że dla mnie to przyjaciele, praca, a nie facet. I też potem Madzia nasza kochana mi gada, ze ja mam cel życiowy zostać stara panną, jakby to była faktycznie jakaś porażka życiowa. A dla mnie to nie jest powód do wstydu. Jakby był facet TAKISUPER to bym też nie płakała, ale moim celem w życiu jest zostać sobą i być szczęśliwa, a nie być z facetem pt. byleby być.

P: W pełni zgoda i jak tylko mi coś zaczynają, to ja zaczynam syczeć i oni wtedy się zamykają.

A: U mnie to nie działa, ja mogę syczeć i nawet afery robić. Efekt: "ale co on ci zrobił...?" Odpowiedź: np. nie jest kimś innym! Ewentualnie po prostu żyje i wdycha moje powietrze i mi je zatruwa. I jeszcze magisterka. Przyszła matka chrzestna, to jej mąż mi powiedział do mnie, że on będzie mnie pilnować, żebym napisała.

P: Niech ci kamery zainstalują w domu, i program w komputer wgrają, żeby liczył słowa napisane każdego dnia. Inwigilacja z rana jak śmietana.

A: Weronika miała DWA lata na napisanie, zajęło jej to 2,5 roku. Ja mam rok i wszyscy mi gderają, że ile można. Robią taką aferę, jakbym nie miała możliwości pisania tego dłużej. Bo nie wiem, wstyd chyba, czy coś.

P: Zawsze przypominaj im, ile zeszło Weronice.

A: Ale „ona ma gorzej”. Jej praca to nie moje humanistyczne lanie wody, tylko trudne, ciężkie rzeczy.

P: TO ONA TAKA ZDOLNA I GENIALNA i ma gorzej? Jakby była zdolna i genialna, to by napisała w rok, o ile nie w pół!

A: Ale promotor jej przeszkadzał.

P: Twój promotor też Ci przeszkadza, ale Ty jednak coś tam piszesz i sądzę, że napiszesz szybciej niż ona.

A: Teraz mi mówi, że nie powinno być u nas problemu ze zmianą promotora, bo u nich to się mówi, że się zmienia i voila, zmieniony.

P: Czekaj, czekaj, czy czasem przed chwilą nie mówiła, że promotor jej przeszkadzał w pisaniu pracy? A więc mogła zmienić? Pogubiłam się już. Ach te genialne umysły, ciężko je objąć rozumem takim małym jak mój. Wracając, promotor ma być przykleszczony do ciebie do końca? Stwierdzasz, że ci nie pomaga, zmieniasz na kogoś innego. Logiczne. I to jeszcze za TAKIE KASE.

A: Muszę najlepiej to napisać, nie ma bata, nawet z nim.

P: Tak jest, bo robisz to, co najlepsze dla Ciebie, nie dla ciotki, Weroniki, nikogo innego.

A: No i jeszcze czasy nie wiecznego studenta, a wiecznego stażysty, nie wiesz kurde ile tego musisz przepracować, żeby nic z tego nie mieć, bo ciągle tylko ale na 3 miesiące.

P: Z tymi stażami to jest cholerny kosmos w tym kraju. Żeby dostać się na etat musisz a) wypruć sobie żyły b) mieć znajomego który cię tam polecił c) wypruć sobie więcej żył. Bo jeśli masz do dyspozycji tylko opcje a) i c), to hehe sorry, dzięki, odezwiemy się do ciebie na pewno!

A: ODDZWONIMY!!!1 Człowiek musi wszystko, ale nikt nie zauważa, że ja też mogę być zmęczona. Łóżka nie pościelę raz i afera, jakbym zasyfiła pół Warszawy.

P: Wiadomo że trzeba pomagać, ale czasem jest przesada.

A: Hania uważa, że na świat się nie pchała.

P: O to to.

A: Można pomóc na ile samemu się chce. Podczas ostatniej wizyty, lekarka mi mówiła, że ja za dużo od siebie wymagam, i ze powinnam więcej odpoczywać… A nawet połowy nie wie, co ja muszę.

P: Poza tym rodzice nie stają się młodsi i niestety coraz częściej bywa tak, że najnormalniej w świecie trzeba pomóc.

A: Dokładnie!

P: Jak np. leżą chorzy, bo przeziębienie albo coś, to kto ma wszystko w domu zrobić? Pies?

A: A że my poumieramy w wieku 50 lat z wykończenia #cotokogo.

P: I "oh, jaką mam dobrą córkę" "Tak mamo"- powiedziałam, biorąc kolejne prochy na bóle.

A: Albo wylądujemy w Tworkach.

P: Ja chcę nad morze ;/

A: Noo i gdzieś daleko.

P: Tak daleko, najdalej.